
Obecność alg i grzybów na ścianach budynków to problem, z którym trzeba się zmierzyć, planując remont elewacji. Istnienie tych organizmów w bezpośredniej bliskości człowieka może bowiem rodzić poważne negatywne konsekwencje, a postępujące ocieplanie się atmosfery (m.in. wskutek wysokiego poziomu emisji dwutlenku węgla w krajach wysoko uprzemysłowionych) wyjątkowo sprzyja ich rozwojowi.
Coraz ostrzejsze kryteria związane z ochroną środowiska naturalnego (np. wytyczne Unii Europejskiej dla produktów toksycznych biologicznie) sprawiają, że dostarczane obecnie na rynek artykuły chemii budowlanej zawierają znacznie mniej substancji grzybo- i algobójczych niż kiedyś, jeszcze przed kilku czy kilkunastu laty. Producenci, chcąc sprostać stale podnoszonym wymogom, zmuszeni są do zastępowania tradycyjnych środków składnikami łagodniejszymi, a co za tym idzie, mniej skutecznymi w walce z organicznymi szkodnikami.
Coraz więcej grzybów
Z tych samych powodów, co przedstawione, zmniejszeniu uległa ilość środków ochrony roślin (np. pestycydów) stosowanych w nowoczesnym rolnictwie. Sprawia to, że na powierzchniach elewacji napotkać dziś można coraz częściej grzyby pleśniowe pochodzenia rolnego.
Przyznać trzeba, że negatywną rolę odgrywają również niektórzy producenci materiałów elewacyjnych, którzy w bezpardonowej walce o klienta decydują się na systematyczne obniżanie cen swoich produktów, czyniąc je tańszymi poprzez – niestety – obniżanie jakości, np. w drodze ograniczania poziomu zawartości biocydów, które zwykle stanowią znaczącą część kosztów produkcji.
My sami, jako użytkownicy i mieszkańcy budynków, też zresztą nie jesteśmy bez winy. Świadomie i nieświadomie przyczyniamy się bowiem do wzrostu ilości mikroorganizmów gnieżdżących się na elewacjach. Zła eksploatacja, brak okresowych przeglądów i napraw budynków (zarówno docieplonych jak i – przede wszystkim – wciąż nie poddanych termoizolacji) to bardzo istotne przyczyny występowania tzw. porażenia biologicznego na elewacjach.
Najbardziej narażone na występowanie tego typu zjawiska są przy tym elewacje ścian północnych i zachodnich, ich współczynnik wysychania jest bowiem kilkunastokrotnie niższy od współczynnika absorpcji.
Co sprzyja rozwojowi mikroorganizmów?
Do aktywnego rozwoju mikroorganizmy potrzebują przede wszystkim pożywienia, wilgoci i światła (dotyczy to jedynie bytów fotosyntetyzujących). Dla alg i glonów za pożywienie na elewacji budynku wystarczą nawet składniki zawarte w cząsteczkach kurzu, dlatego też ich rozwój jest znacznie szybszy niż np. grzybów pleśniowych, które „atakują” dużo wolniej.
Wbrew powtarzanym niekiedy opiniom problem „zazielenienia” elewacji nie dotyczy wyłącznie tynków cienkowarstwowych. Algi i grzyby, w sprzyjających dla nich warunkach cieplno-wilgotnościowych, mogą się bowiem rozwijając na każdym podłożu. Przykładem może być np. siding, metal, dachówki ceramiczne itp.
Czynnikami sprzyjającymi rozwojowi mikroorganizmów są:
- nieprawidłowa eksploatacja budynku (brak okresowego mycia elewacji, nieusuwanie zanieczyszczeń);
- zawilgocenie powierzchni i trudności z pozbyciem się nadmiaru wilgoci;
- roślinność wokół budynku powodująca wzrost względnej wilgotności powietrza i zanieczyszczenie powierzchni elewacji substancjami lepkimi, które przyklejają kurz lub cząstki nawozów sztucznych;
- jasnokolorowe tynki (utrudniają pochłanianie i utrzymywanie ciepła);
- karbonatyzacja tynków w wyniku działania CO2 zawartego w powietrzu (w Polsce sprzyja temu poprawa jakości powietrza – zmniejszenie się udziału SO2 i na rzecz CO2 o ok. 15 % w ciągu ostatniego dziesięciolecia);
- chropowata powierzchnia tynków, umożliwiająca zatrzymywanie się wody opadowej i zanieczyszczeń zawierających związki organiczne;
- brak odpowiednio wykonanych obróbek blacharskich i narażenie elewacji na bezpośrednie spływanie wody opadowej z dachu;
- zawilgocenie stref nadokiennych (najczęściej poprzez kondensację) pojawiające się przy szczelnych, ale często otwieranych oknach (bez nawiewników);
- trwałe zawilgocenie ścian zewnętrznych przy uszkodzeniach rynnowych.
Jak z tym walczyć?
Walka ze skażeniem mikrobiologicznym wymaga przede wszystkim konsekwentnego przestrzegania zasad związanych z eksploatacją budynku oraz z wymaganiami stawianymi przez producentów materiałów elewacyjnych (w tym przypadku przez tzw. systemodawców).
Technologia „naprawy” zaatakowanych przez mikroorganizmy tynków cienkowarstwowych powinna obejmować:
- mechaniczne usunięcie zielonych nalotów (zmywanie na mokro – ciśnieniowo i przez szczotkowanie);
- umycie i zabezpieczenie powierzchni tynku preparatem grzybobójczym;
- pokrycie tynku powłoką zawierającą stabilne i skuteczne preparaty biobójcze.
Wielu producentów chemii budowlanej, w celu zminimalizowania problemu i zabezpieczania ścian przed rozwojem mchów, alg oraz grzybów pleśniowych dodaje do swoich farb i tynków dwa rodzaje preparatów zabezpieczających:
a) biocydy „in can” – stabilizujące oraz przedłużające żywotność produktów w opakowaniach fabrycznych (nie dopuszczają do zarażenia pleśnią);
b) biocydy powłokowe – działające po utwardzeniu materiału w czasie użytkowania.
Brak jest niestety formalnych uregulowań prawnych w zakresie stosowania środków biobójczych w tynkach i farbach. Wydaje się, że zasadnym i pożytecznym rozwiązaniem byłoby tu ustalenie (narzucenie wytwórcom) minimalnej ilości biocydów, która musi się znaleźć w każdym produkcie. Obecnie, ponieważ są to substancje bardzo drogie, można mieć uzasadnione wątpliwości, czy w materiałach tanich i mało znanego pochodzenia, biocydy w ogóle się znajdują.
Aby skutecznie zapobiegać rozwojowi mikroorganizmów na podłożach zewnętrznych, a przynajmniej istotnie go ograniczyć, należy stosować tylko takie powłoki, które zawierają substancje przeciwdziałające rozwojowi alg i grzybów. Jeśli producent daje ponadto możliwość zastosowania dodatkowej substancji czynnej, która co prawda powiększa koszty, ale i czyni zabezpieczenie pewniejszym, należy się nad takim rozwiązaniem przynajmniej zastanowić.
Poza wszystkim każdy produkt powinien zostać dodatkowo poddany optymalizacji pod kątem zmniejszenia nasiąkliwości oraz uzyskania wysokiej przepuszczalności pary wodnej i niskiej podatności na zabrudzenia.
Nie trzeba też dodawać, że wybrane produkty należy stosować w sposób zgodny z wytycznymi producenta. Zbyt silne rozcieńczenie materiału ułatwia wypłukiwanie substancji czynnych. Także położenie warstwy o niedostatecznej grubości (szczególnie w przypadku farb) sprawi, że całość będzie zawierać zbyt małą ilość substancji czynnej, a co za tym idzie nie będzie służyć dostatecznie długiej ochronie. Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy przyjmuje się, że jednokrotne malowanie farbą nie jest wystarczające.
Źródło: Stowarzyszenie na Rzecz Systemów Ociepleń
Coraz ostrzejsze kryteria związane z ochroną środowiska naturalnego (np. wytyczne Unii Europejskiej dla produktów toksycznych biologicznie) sprawiają, że dostarczane obecnie na rynek artykuły chemii budowlanej zawierają znacznie mniej substancji grzybo- i algobójczych niż kiedyś, jeszcze przed kilku czy kilkunastu laty. Producenci, chcąc sprostać stale podnoszonym wymogom, zmuszeni są do zastępowania tradycyjnych środków składnikami łagodniejszymi, a co za tym idzie, mniej skutecznymi w walce z organicznymi szkodnikami.
Coraz więcej grzybów
Z tych samych powodów, co przedstawione, zmniejszeniu uległa ilość środków ochrony roślin (np. pestycydów) stosowanych w nowoczesnym rolnictwie. Sprawia to, że na powierzchniach elewacji napotkać dziś można coraz częściej grzyby pleśniowe pochodzenia rolnego.
Przyznać trzeba, że negatywną rolę odgrywają również niektórzy producenci materiałów elewacyjnych, którzy w bezpardonowej walce o klienta decydują się na systematyczne obniżanie cen swoich produktów, czyniąc je tańszymi poprzez – niestety – obniżanie jakości, np. w drodze ograniczania poziomu zawartości biocydów, które zwykle stanowią znaczącą część kosztów produkcji.
My sami, jako użytkownicy i mieszkańcy budynków, też zresztą nie jesteśmy bez winy. Świadomie i nieświadomie przyczyniamy się bowiem do wzrostu ilości mikroorganizmów gnieżdżących się na elewacjach. Zła eksploatacja, brak okresowych przeglądów i napraw budynków (zarówno docieplonych jak i – przede wszystkim – wciąż nie poddanych termoizolacji) to bardzo istotne przyczyny występowania tzw. porażenia biologicznego na elewacjach.
Najbardziej narażone na występowanie tego typu zjawiska są przy tym elewacje ścian północnych i zachodnich, ich współczynnik wysychania jest bowiem kilkunastokrotnie niższy od współczynnika absorpcji.
Co sprzyja rozwojowi mikroorganizmów?
Do aktywnego rozwoju mikroorganizmy potrzebują przede wszystkim pożywienia, wilgoci i światła (dotyczy to jedynie bytów fotosyntetyzujących). Dla alg i glonów za pożywienie na elewacji budynku wystarczą nawet składniki zawarte w cząsteczkach kurzu, dlatego też ich rozwój jest znacznie szybszy niż np. grzybów pleśniowych, które „atakują” dużo wolniej.
Wbrew powtarzanym niekiedy opiniom problem „zazielenienia” elewacji nie dotyczy wyłącznie tynków cienkowarstwowych. Algi i grzyby, w sprzyjających dla nich warunkach cieplno-wilgotnościowych, mogą się bowiem rozwijając na każdym podłożu. Przykładem może być np. siding, metal, dachówki ceramiczne itp.
Czynnikami sprzyjającymi rozwojowi mikroorganizmów są:
- nieprawidłowa eksploatacja budynku (brak okresowego mycia elewacji, nieusuwanie zanieczyszczeń);
- zawilgocenie powierzchni i trudności z pozbyciem się nadmiaru wilgoci;
- roślinność wokół budynku powodująca wzrost względnej wilgotności powietrza i zanieczyszczenie powierzchni elewacji substancjami lepkimi, które przyklejają kurz lub cząstki nawozów sztucznych;
- jasnokolorowe tynki (utrudniają pochłanianie i utrzymywanie ciepła);
- karbonatyzacja tynków w wyniku działania CO2 zawartego w powietrzu (w Polsce sprzyja temu poprawa jakości powietrza – zmniejszenie się udziału SO2 i na rzecz CO2 o ok. 15 % w ciągu ostatniego dziesięciolecia);
- chropowata powierzchnia tynków, umożliwiająca zatrzymywanie się wody opadowej i zanieczyszczeń zawierających związki organiczne;
- brak odpowiednio wykonanych obróbek blacharskich i narażenie elewacji na bezpośrednie spływanie wody opadowej z dachu;
- zawilgocenie stref nadokiennych (najczęściej poprzez kondensację) pojawiające się przy szczelnych, ale często otwieranych oknach (bez nawiewników);
- trwałe zawilgocenie ścian zewnętrznych przy uszkodzeniach rynnowych.
Jak z tym walczyć?
Walka ze skażeniem mikrobiologicznym wymaga przede wszystkim konsekwentnego przestrzegania zasad związanych z eksploatacją budynku oraz z wymaganiami stawianymi przez producentów materiałów elewacyjnych (w tym przypadku przez tzw. systemodawców).
Technologia „naprawy” zaatakowanych przez mikroorganizmy tynków cienkowarstwowych powinna obejmować:
- mechaniczne usunięcie zielonych nalotów (zmywanie na mokro – ciśnieniowo i przez szczotkowanie);
- umycie i zabezpieczenie powierzchni tynku preparatem grzybobójczym;
- pokrycie tynku powłoką zawierającą stabilne i skuteczne preparaty biobójcze.
Wielu producentów chemii budowlanej, w celu zminimalizowania problemu i zabezpieczania ścian przed rozwojem mchów, alg oraz grzybów pleśniowych dodaje do swoich farb i tynków dwa rodzaje preparatów zabezpieczających:
a) biocydy „in can” – stabilizujące oraz przedłużające żywotność produktów w opakowaniach fabrycznych (nie dopuszczają do zarażenia pleśnią);
b) biocydy powłokowe – działające po utwardzeniu materiału w czasie użytkowania.
Brak jest niestety formalnych uregulowań prawnych w zakresie stosowania środków biobójczych w tynkach i farbach. Wydaje się, że zasadnym i pożytecznym rozwiązaniem byłoby tu ustalenie (narzucenie wytwórcom) minimalnej ilości biocydów, która musi się znaleźć w każdym produkcie. Obecnie, ponieważ są to substancje bardzo drogie, można mieć uzasadnione wątpliwości, czy w materiałach tanich i mało znanego pochodzenia, biocydy w ogóle się znajdują.
Aby skutecznie zapobiegać rozwojowi mikroorganizmów na podłożach zewnętrznych, a przynajmniej istotnie go ograniczyć, należy stosować tylko takie powłoki, które zawierają substancje przeciwdziałające rozwojowi alg i grzybów. Jeśli producent daje ponadto możliwość zastosowania dodatkowej substancji czynnej, która co prawda powiększa koszty, ale i czyni zabezpieczenie pewniejszym, należy się nad takim rozwiązaniem przynajmniej zastanowić.
Poza wszystkim każdy produkt powinien zostać dodatkowo poddany optymalizacji pod kątem zmniejszenia nasiąkliwości oraz uzyskania wysokiej przepuszczalności pary wodnej i niskiej podatności na zabrudzenia.
Nie trzeba też dodawać, że wybrane produkty należy stosować w sposób zgodny z wytycznymi producenta. Zbyt silne rozcieńczenie materiału ułatwia wypłukiwanie substancji czynnych. Także położenie warstwy o niedostatecznej grubości (szczególnie w przypadku farb) sprawi, że całość będzie zawierać zbyt małą ilość substancji czynnej, a co za tym idzie nie będzie służyć dostatecznie długiej ochronie. Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy przyjmuje się, że jednokrotne malowanie farbą nie jest wystarczające.
Źródło: Stowarzyszenie na Rzecz Systemów Ociepleń





